Powięź

Ostatnio słowo „powięź” coraz częściej można usłyszeć w gabinetach fizjoterapeutycznych. Poświęca się jej wiele czasu w trakcie terapii i twierdzi się, że jest kluczem do rozluźnienia napiętych struktur i w konsekwencji do pobudzenia procesów samoleczenia u pacjenta. Czy jest to słuszne założenie?


Struktura, o której dziś piszę, jest ciągle badana i co jakiś czas dowiadujemy się o niej czegoś nowego. Do niedawna powięzi nie poświęcano zbyt wiele miejsca i czasu. Wystarczy otworzyć choćby biblię anatomów – „Anatomię” Bochenka. Informacji o powięzi – jeśli w ogóle są – jest niewiele i bardzo lakonicznie opisują temat. W trakcie nauki anatomii w prosektorium, powięź jest natomiast strukturą, która wręcz stoi na przeszkodzie w dostaniu się do mięśni, naczyń i nerwów.


Współczesna fizjoterapia odkryła powięź właściwie dopiero pod koniec XX wieku. W roku 2007 odbył się Pierwszy Międzynarodowy Kongres Badań nad Powięzią. Ustalono tam jej definicję (z którą nota bene wielu badaczy nie zupełnie się zgadzało). Ogromnym pozytywem był fakt, że od tamtego momentu badania nad tą zadziwiającą strukturą nabrały tempa.


Czym zatem ona jest?


Powięź składa się z włókien kolagenowych i elastynowych, zawieszonych w macierzy pozakomórkowej. O tym, które włókna przeważają, decyduje funkcja, jaką w danym miejscu powięź ma pełnić. Oprócz tego występują również komórki, na przykład fibroblasty. Fibroblasty odpowiadają między innymi za wytwarzanie kolagenu. Jego synteza jest możliwa, jeśli zwiększa się napięcie (ciśnienie) działające na komórki. Stąd brak prawidłowych obciążeń i ruchu zaburza budowę struktur powięziowych, a to bezpośrednio wpływa na naszą postawę. Ciągłość włókien powięziowych jest zresztą powszechnie określana jako „nieskończona sieć” (R. L. Schultz i R. Feitis).


Powięź jest strukturą, łączącą najdalej oddalone części naszego ciała. To właśnie jej włókna nadają kształt naszemu organizmowi, utrzymują położenie narządów, przenoszą obciążenia na inne struktury. Osteopaci twierdzą właściwie, że wszystko jest powięzią, z tym, że o różnej strukturze. Różnice wynikają z pełnionej funkcji, która powoduje, że na powięź działają większe lub mniejsze obciążenia. Miejsca poddane większym ciśnieniom będą miały bardziej zagęszczoną sieć włókien kolagenowych, natomiast tam, gdzie potrzeba sprężystości, zaobserwujemy więcej włókien elastynowych.


W naszej pracy istotnym elementem jest też fakt, że w powięzi obserwuje się występowanie dużo większej ilości zakończeń nerwowych niż w innych strukturach (do 10 razy więcej niż w mięśniach). Stąd agresywne i bolesne techniki mogą okazać się mniej skuteczne niż delikatna praca, ponieważ spowodują przebodźcowanie układu nerwowego i jego reakcję odwrotną do zamierzonej. Musimy także pamiętać, że wiele z tych zakończeń nerwowych zaliczamy do układu nerwowego wegetatywnego. Stąd, jeśli popracujemy na powięzi technikami subtelnymi (choćby nasłuchem), możemy wpływać na wyciszenie układu współczulnego i pobudzenie przywspółczulnego. A układ przywspółczulny nazywany jest „wewnętrznym lekarzem”, więc tak naprawdę wszystko, co robimy jako terapeuci, możemy sprowadzić właśnie do wyrównania zaburzonego balansu układu wegetatywnego.

94 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie