Odporność

Przyszła jesień, a wraz z nią ochłodzenie. Kiedy doszły do tego jeszcze deszcze, mogliśmy zaobserwować nagły wzrost zachorowań. Na początku października w Warszawie panowało wirusowe zapalenie gardła, które mnie też dotknęło. Zaczęłam się zastanawiać, co zrobić, żeby nie poddać się masowym zarazom i nie dać się wpakować do łóżka z gorączką i cieknącym nosem. Znalazłam kilka ciekawych źródeł i chciałam podzielić się z Wami wynikami moich poszukiwań.


Według Słownika Języka Polskiego PWN, to że ktoś jest odporny oznacza, że jest „nieulegający zakażeniom drobnoustrojami chorobotwórczymi” (https://sjp.pwn.pl/slowniki/odporno%C5%9B%C4%87.html). Jednak warto zwrócić uwagę, że latem także jesteśmy wystawieni na działanie tychże drobnoustrojów, a jednak nie chorujemy tak często, jak w okresie jesiennym. Oznacza to, że muszą zaistnieć jeszcze jakieś inne warunki, które obniżą naszą odporność i dopiero potem dojdzie do zachorowania. Sama obecność bakterii czy wirusów nie oznacza, że będziemy chorzy. Warto nadmienić, że w naszym organizmie cały czas bytują bakterie, które nie zawsze powodują choroby. W naszych jelitach znajduje się do około 2 kg komórek bakterii. Znaczna ich część, to organizmy, które pomagają nam trawić niektóre z substancji odżywczych (np. skrobię) oraz ułatwiają wchłanianie innych (np. witaminy K, witamin z grupy B). Mikrobiota stymuluje również nasze komórki odpornościowe do prawidłowej pracy. Stąd zaburzenia ilościowe i jakościowe bakterii w układzie pokarmowym, prowadzą do osłabienia naszej odporności. Wiąże się to bezpośrednio z wystąpieniem chorób jelit (np. chorobą Leśniowskiego-Crohna), ale także z zachorowaniem na przeziębienia, czyli ogólnym osłabieniem odporności. Wystarczy, że przypomnicie sobie sytuację, gdy dostawaliście antybiotyki bez probiotyków. Owszem, choroba podstawowa została zwalczona, ale potem zaczynały się problemy z biegunkami i katar z gorączką.



Bakteria E. Coli

Zaburzenia mikrobioty, czyli brak równowagi pomiędzy bakteriami działającymi pozytywnie na nasz organizm a drobnoustrojami chorobotwórczymi, prowadzą przede wszystkim do niedoborów wielu związków chemicznych, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu i do zaburzeń odporności. Wniosek z tego taki, że powinniśmy zaprzyjaźnić się z naszymi bakteriami i dbać o nie. Tę delikatną równowagę zwykle zaburzamy:

- nieprawidłowym odżywianiem (np. nadmiar cukru prowadzi do rozwoju grzyba Candidy, który wygrywa rywalizację o miejsce w naszym układzie pokarmowym z bakteriami, mającymi pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Natomiast dieta oparta tylko na węglowodanach i mięsie, bez warzyw i owoców, prowadzi do swego rodzaju wyjałowienia naszego organizmu – nie dostarczamy mu potrzebnych substancji, co osłabia jego funkcjonowanie),

- zbytnią eksploatacją fizyczną organizmu i stresem (pobudzony jest wtedy układ współczulny, który powoduje, że krew odpływa do mięśni. W związku z tym delikatny układ pokarmowy zostaje pozbawiony dobrego ukrwienia. Jego tkanka jest bardzo wrażliwa na warunki niedotlenienia i względnie szybko ulega uszkodzeniu. Uszkodzenie jest natomiast wrotami zakażenia oraz zaburza wchłanianie substancji pokarmowych).


Jak zatem zapobiegać zaburzeniom mikrobioty? Najłatwiejsze, co możemy zrobić, to dbać o zdrową, zróżnicowaną dietę, bogatą w błonnik. Kolejna rzecz, to zapewnienie ciału codziennej porcji ruchu, który dotleni nasz organizm, poprawi pasaż jelitowy i zahartuje ciało. Ważnym aspektem jest też dla wielu osób możliwość rozładowania silnych emocji w trakcie uprawiania sportu. Trzeba pamiętać bowiem, że stres także obniża naszą odporność. Niezwykle istotne jest pamiętanie przy tym wszystkim o prawidłowej regeneracji (tyczy się to zwłaszcza osób, które trenują częściej niż 3-4 razy w tygodniu lub/oraz dużo pracują). Regularny sen, trwający 7-8 godzin, najlepiej odbywający się w nocy, jest świetnym sposobem, by ciało odnowiło swoje zasoby. Można się pokusić także o jakiś rodzaj medytacji, czy trening uważności (by dbać o higienę psychiczną). To wszystko pobudzi pracę układu przywspółczulnego, który nazywany jest przez osteopatów „małym doktorem”. To właśnie on zawiaduje naszą regeneracją.


Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy nasz organizm, mimo, że próbujemy mu pomóc, nie potrafi już sam przełączyć się z pobudzenia współczulnego na przywspółczulne. Warto wtedy jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalistów. Objawami, które powinny nas szczególnie zaniepokoić są: obniżenie odporności, poczucie ciągłego zmęczenia, problemy trawienne, kłopoty ze snem i koncentracją. Oprócz zmiany własnych nawyków i zachowań, warto popracować z osteopatą nad funkcją układu trawiennego i nad wyciszeniem układu nerwowego. Możemy to osiągnąć poprzez techniki manualne.


Jak widzicie, zagadnienie odporności jest bardzo szerokie. Składa się na nie mnóstwo elementów, niewątpliwie o wielu z nich nawet nie wspomniałam w tym tekście, a właściwie wszystkie nadmienione potraktowałam bardzo powierzchownie. Chciałam tu tylko wskazać, czego szukać, na co zwrócić uwagę. Jest wiele czynników, które ciężko będzie zmienić jednostce (statystyczny Kowalski ma mały wpływ na ogólnoświatowe zanieczyszczenia środowiska. Chociaż powinien oczywiście mimo wszystko dbać o to, by nie dokładać swojej cegiełki do tych zanieczyszczeń), jednak na wiele rzeczy mamy wpływ. Tak naprawdę najtrudniejsze, co musimy zrobić, to podjąć decyzję, że chcemy zmienić coś w swoim życiu. Potem idzie już z górki. Serio, serio!



Warto przeczytać: https://ptmr.edu.pl/lekarze/artykuly/medycyna_rodzinna/znaczenie_mikrobioty_jelitowej_w_ksztaltowaniu_zdrowia_czlowieka_implikacje_w_praktyce_lekarza_rodzinnego

58 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie