Ból – wróg czy przyjaciel?

Wiele osób postrzega ból, jako coś złego, nieprzyjemnego, coś z czym należy walczyć. Jednak może warto zadać sobie pytanie, czy to dobry sposób myślenia?


Z definicji ból to subiektywne, nieprzyjemne doznanie. Często samemu bólowi, odczuwanemu poprzez zmysły, towarzyszy reakcja emocjonalna, cierpienie. Odczucie bólowe powstaje, gdy tkanki naszego organizmu ulegają uszkodzeniu lub takie uszkodzenie im zagraża. I to jest bardzo ważna część mojego wywodu – skupmy się na niej.


Coś nam zagraża uszkodzeniem naszego ciała lub jego części. Zróbmy przykład teoretyczny bardziej praktycznym: przez przypadek dotknąłeś rozgrzanego garnka. Ręka zaczyna boleć. Czy to dobrze, że boli? Zdecydowanie tak! W tym momencie ból jest niejako sygnałem alarmowym, który pozwala nam zwrócić uwagę, że pojawiło się dla nas jakieś zagrożenie. Gdybyśmy nie czuli bólu, nie wiedzielibyśmy, że dotknęliśmy garnka (a są osoby cierpiące na choroby takie jak wrodzona obojętność na ból z anhydrozą, ang. CIPA, które czegoś takiego nie odczują). W takiej sytuacji nie zadziałałby bezwarunkowy odruch zabrania ręki, który aktywowany jest, gdy na receptory czucia bólu zadziałają odpowiednie bodźce. Efektem byłoby głębokie poparzenie. Zatem dzięki temu, że jednak poczuliśmy ból, nasz organizm mógł uruchomić prawidłowe reakcje odruchowe, mające na celu ochronę naszego życia, a nawet zdrowia. W tym przypadku, bólu ostrego i nagłego, chyba nikt nie ma wątpliwości, że ból jest czymś dobrym dla człowieka. Jest swego rodzaju barierą ochronną, powstrzymującą nas od uszkadzania się. Inaczej zwykle sprawa ma się w przypadku bólu przewlekłego…






Jeśli ktoś doznaje przewlekłego ból, to ciężko przekonać go, że ból jest jego sprzymierzeńcem. Zwykle w takich sytuacjach mamy do czynienia nie tylko z bólem odczuwanym na poziomie zmysłów, ale także z reakcją emocjonalną, rozwijającą się na tle długotrwałych nieprzyjemnych doznań, ograniczających funkcjonowanie tej osoby, a nie rzadko zupełnie zmieniających normalne życie i wywracających świat do góry nogami. Jednak czy mechanizm bólu przewlekłego, występujący chociażby w przypadku długo trwającego zwyrodnienia kolan, różni się czymś od tego bólu nagłego, którego doświadczamy przy dotknięciu gorącego garnka? Z punktu widzenia fizjologii, działają tam trochę inne receptory i inne włókna przewodzą te odczucia do ośrodkowego układu nerwowego, jednak sam idea pojawiania się bólu jest podobna. Zarówno w przypadku dotykania czegoś gorącego, jak i odczuwania bólów stawów, ból ma dać nam sygnał, że dzieje się w organizmie coś złego, niekorzystnego, uszkadzającego. Jednak kiedy dotykamy garnka, łatwo zlokalizować przyczynę naszych dolegliwości, natomiast w przypadku bólu przewlekłego jest to trudniejsze. Trzeba też powiedzieć, że branie leków przeciwbólowych może dość znacznie utrudnić znalezienie przyczyny bólu, a generalnie tylko wtedy będziemy mogli się go pozbyć. Czy to znaczy w takim razie, że nie powinniśmy brać leków, tylko cierpieć? Też nie. Jeśli ból jest zbyt silny i nie potrafimy go znieść, możemy zastosować leki (najlepiej po konsultacji z lekarzem lub farmaceutą!). Musimy natomiast pamiętać, że tabletka tylko zmniejsza samo czucie bólu (to trochę tak, jakby przepalił się kabel w lampce nocnej – lampka jest podłączona do sieci, ma sprawną żarówkę, ale prąd nie popłynie – wzięcie leku jest tylko czasowym przerwaniem kabla). Leki przeciwbólowe nie usuwają przyczyny bólu i to na jej szukaniu powinni skupić się terapeuci.


Mam zatem nadzieję, że następnym razem, gdy poczujecie ból, pomyślicie o nim, jako o sprzymierzeńcu, który chce wam podpowiedzieć, co może być jego przyczyną. I najważniejsze: nie czekajcie, aż ból będzie nie do zniesienia! I nam, fizjoterapeutom, i lekarzom pracuje się łatwej i z lepszymi efektami, jeśli zgłosicie się do nas od razu ze swoimi objawami.

37 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie